Wiem, że obiecałam Wam merytoryczne treści dotyczące supli, ale praca nad tym tematem okazała się znacznie bardziej czasochłonna, niż początkowo zakładałam. Im głębiej wchodzę w tematykę wpływu suplementacji na organizm i układ nerwowy, tym bardziej widzę, jak wiele zależności wymaga zrozumienia i rzetelnego opracowania. Potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby przygotować dla Was materiały zgodne z aktualną wiedzą i jednocześnie naprawdę wartościowe.
Jednak ponieważ nie lubię zostawiać tego miejsca bez swoich rozkmin, dziś chciałabym opowiedzieć Wam o czymś bardzo osobistym, ale jednocześnie mocno związanym z funkcjonowaniem ludzkiego mózgu. O mojej kotwicy.
Dopiero po latach zrozumiałam, że moja „kotwica” nie była wyłącznie metaforą stworzoną przez zmęczoną bólem psychikę. Mechanizm bardzo podobny do tego, który intuicyjnie budowałam przez lata życia z neuralgią, jest dobrze znany psychologii i neurobiologii emocji. Specjaliści określają go mianem kotwiczenia stanów emocjonalnych.
Psychologia opisuje kotwiczenie jako proces tworzenia powiązania pomiędzy określonym bodźcem a konkretnym stanem emocjonalnym. Nasz mózg nieustannie zapisuje skojarzenia pomiędzy emocjami a tym, co dzieje się wokół nas. Dźwięki, zapachy, obrazy, wspomnienia, gesty czy miejsca mogą zostać połączone z określonym stanem psychicznym, a następnie automatycznie go przywoływać. Właśnie dlatego jedna piosenka potrafi po latach wywołać falę wzruszenia, konkretny zapach może przywrócić poczucie bezpieczeństwa, a wspomnienie określonego momentu nagle uruchamia w ciele spokój lub napięcie.
Moja kotwica powstała naturalnie, gdzieś pomiędzy pierwszymi latami życia z neuralgią. Tworzyła się powoli i niemal niezauważalnie, jak dodatkowy mechanizm przetrwania rozwijający się z potrzeby ochrony psychiki przed całkowitym przeciążeniem. Organizm człowieka posiada ogromną zdolność adaptacji. Gdy przez długi czas funkcjonuje w stanie bólu i ciągłego alarmu, mózg zaczyna szukać elementów, które pozwalają odzyskać choć minimalne poczucie stabilności.
Na początku nie było nawet nazwy. Były tylko uczucia, krótkie przebłyski wspomnień i drobne momenty zapisane w pamięci z dodatnim ładunkiem emocjonalnym. Nie chodziło o wielkie wydarzenia, lecz raczej o fragmenty emocji, poczucie bezpieczeństwa, ulgi i spokoju, które mimo bólu nadal pozostawały gdzieś we mnie. Zapach ulubionych ziół lub perfum, ulubione piosenki lub myśl o ciepłym słońcu, który otula moją twarz.
Dzisiaj wiem, że moja kotwica była budowana właśnie z takich doświadczeń. Psychologia określa podobne mechanizmy jako budowanie zasobów wewnętrznych, czyli emocjonalnych punktów oparcia, do których człowiek może wracać w momentach przeciążenia. Co istotne, proces ten bardzo często zachodzi całkowicie nieświadomie. Podświadomość automatycznie zapisuje bodźce związane z poczuciem bezpieczeństwa, ulgą lub nadzieją, ponieważ ich obecność zwiększa szansę psychicznego przetrwania.
Jednak moja kotwica nie składała się wyłącznie ze wspomnień. Tworzyły ją również pragnienia, których nigdy całkowicie się nie wyzbyłam mimo życia z neuralgią. Myśl, że może kiedyś coś się zmieni. Nadzieja na dzień, w którym uszkodzony nerw trójdzielny choć odrobinę się uspokoi i przestanie funkcjonować w stanie ciągłego pobudzenia.
Z perspektywy psychologii nadzieja odgrywa ogromną rolę w radzeniu sobie z bólem przewlekłym. Człowiek znacznie gorzej znosi cierpienie, kiedy całkowicie traci poczucie wpływu i sensu. Nawet niewielka przestrzeń pozostawiona na możliwość poprawy pomaga psychice utrzymać zdolność adaptacji. Nie chodzi tutaj o naiwne przekonywanie siebie, że wszystko nagle stanie się łatwe. Chodzi raczej o zachowanie w sobie minimalnego poczucia, że życie nie kończy się wyłącznie na cierpieniu.
Anders Hansen, szwedzki psychiatra, wielokrotnie zaznacza, że mózg człowieka nie został stworzony do zapewniania nam stałego komfortu i szczęścia, lecz do przetrwania. Właśnie dlatego reaguje tak, jakbyśmy nadal funkcjonowali w środowisku pełnym zagrożeń - szybko włącza alarm, napięcie i czujność.
W tym ujęciu lęk, kryzys psychiczny czy emocjonalne wyczerpanie nie świadczą o słabości, ale stanowią naturalną odpowiedź organizmu na przewlekły stres i cierpienie. Hansen przypomina również, że zdrowie psychiczne nie oznacza nieprzerwanego dobrostanu ani życia bez trudnych momentów. Prawdziwa odporność psychiczna wyraża się nie w braku załamania, lecz w umiejętności stopniowego odzyskiwania równowagi po doświadczeniu kryzysu.
Im dłużej żyję z bólem przewlekłym, tym bardziej rozumiem, jak ogromny wpływ wywiera on nie tylko na ciało, ale również na psychikę i układ nerwowy. Ból nie jest jedynie sygnałem płynącym z organizmu. Przy wieloletnim cierpieniu zaczyna wpływać na emocje, pamięć, koncentrację oraz sposób postrzegania świata. Organizm funkcjonujący przez lata w stanie ciągłego alarmu stopniowo się wyczerpuje. Psychologia opisuje to jako przeciążenie adaptacyjne lub wyczerpanie zasobów psychicznych.
Po wielu latach zauważyłam również, że nawet najtrwalsza kotwica może zacząć słabnąć, jeśli przez zbyt długi czas musi utrzymywać ciężar nieustannego sztormu. Są momenty, w których odczuwam coraz mocniej zmęczenie walką, a rzeczy, które kiedyś pomagały przetrwać, przestają dawać tę samą siłę.
Dzisiaj psychologia coraz częściej mówi o tym, że odporność psychiczna nie polega na byciu niezniszczalnym. Człowiek bardzo rzadko utrzymuje się psychicznie przy życiu dzięki spektakularnym przełomom czy nagłym rozwiązaniom. Znacznie częściej o przetrwaniu decydują pozornie niewielkie doświadczenia i emocje, które pozwalają psychice zachować kontakt z poczuciem sensu, nadzieją oraz świadomością, że życie nie składa się wyłącznie z cierpienia. To właśnie te drobne elementy potrafią podtrzymywać wewnętrzną równowagę w momentach długotrwałego przeciążenia i sprawiają, że człowiek mimo wyczerpania nadal znajduje w sobie przestrzeń do dalszego trwania.
Dziś wiem, że moja kotwica nadal tam jest. Może nie wygląda już tak samo jak kiedyś i nosi ślady wszystkich burz, przez które musiała przejść, ale wciąż pomaga mi utrzymać równowagę wtedy, gdy wokół wszystko zaczyna się chwiać. Dzięki niej nawet w najtrudniejszych momentach nie znikam całkowicie pod ciężarem bólu i przeciążenia.
Czasami myślę, że bez niej byłabym jak okręt ze zdjęcia - porzucony na brzegu, powoli niszczony przez wodę, wiatr i upływający czas. Z każdym kolejnym sztormem coraz bardziej osłabiony, coraz bardziej kruchy. Ale to właśnie kotwica sprawia, że mimo wszystkich trudności nadal pozostaję w kontakcie ze sobą i nie pozwalam, by ból odebrał mi całkowicie poczucie własnego istnienia.
I choć bywają chwile, w których fale wydają się silniejsze ode mnie, nadal pozostaje we mnie przekonanie, że nawet po najdłuższej burzy w końcu pojawia się światło. Być może brzmi to banalnie, ale właśnie ta myśl od lat pomaga mi przetrwać momenty, w których wszystko inne wydaje się rozpadać
©Tekst autorski. Proszę nie kopiować bez oznaczenia źródła
Najczęstsze pytania (FAQ)
Czym jest neuralgia nerwu trójdzielnego?
Neuralgia nerwu trójdzielnego to przewlekły zespół bólowy twarzy. Objawia się napadami nagłego, bardzo silnego, zwykle jednostronnego bólu — często opisywanego jak porażenie prądem; pojedynczy napad trwa od kilku sekund do około dwóch minut.
Do jakiego lekarza zgłosić się z bólem twarzy?
Przede wszystkim do neurologa; w razie kwalifikacji do zabiegu — do neurochirurga. Przy podejrzeniu przyczyny stomatologicznej warto też wykluczyć ją u dentysty.