StartArtykuły › To pytanie zadaje sobie chyba każdy, a przynajmniej ja zadaję je sobie co jakiś czas, ale...

To pytanie zadaje sobie chyba każdy, a przynajmniej ja zadaję je sobie co jakiś czas, ale...

Autorka: Natalia · Data: 2026-05-22 · 5 min czytania
To pytanie zadaje sobie chyba każdy, a przynajmniej ja zadaję je sobie co jakiś czas, ale...

To pytanie zadaje sobie chyba każdy, a przynajmniej ja zadaję je sobie co jakiś czas, ale nie tylko sobie. Zadaję je osobom, które znają moją historię, czasami zadaję je lekarzom podczas wizyt, czasami wykrzykuję je w eter, gdy mam taką sposobność, a czasami te przeklęte słowa krążą po moim umyśle jak spłoszony koń, machający swoją grzywą i ogonem. Dlaczego to okrutne pytanie porównuję do tak majestatycznego stworzenia jakim jest koń... chyba w ten sposób próbuję złagodzić i ochronić siebie przed tym, z czym przyszło mi się mierzyć. Porównanie bólu do pięknego stworzenia łagodzi strach przed nieznanym.

Kiedy dostałam diagnozę neuralgii nerwu trójdzielnego, nie wiedziałam, z czym przyjdzie mi żyć. Nikt nie dał mi gotowych odpowiedzi i nie wręczył żadnej mapy. Więc powoli, małymi krokami zaczęłam zastanawiać się nad tym, jak żyć z czymś, czego nie rozumiem, i wtedy przypomniały mi się słowa Sun Tzu, że starożytni mistrzowie sztuki wojennej najpierw stawali się niezwyciężeni, a dopiero później wyczekiwali odpowiedniego momentu, by pokonać przeciwnika.

Żeby stać się niezwyciężoną w obliczu tak trudnego przeciwnika, jakim jest sam ból, musiałam zadbać o wszystko to, na co mogłam mieć wpływ, więc o ciało i umysł. Trzy operacje szczęki, błędne diagnozy oraz leczenie antybiotykami na przestrzeni trzech lat zrobiły swoje, a zatrucie Tegretolem tylko dołożyło kolejny ciężar do i tak już wyczerpanego organizmu, ponieważ nieważne było, co robiono, ból i tak pozostawał przy mnie. Osłabiał nie tylko moje zmęczone ciało, ale też ducha, który z czasem coraz bardziej zaczynał uginać się pod ciężarem wszystkiego, co się wydarzyło.

Jednak wiedziałam, że gdybym na tym froncie się poddała, przegrałabym, a śmierć jest ostatnim, czego sobie życzę. Dlatego mimo ran i mimo cierpienia stanęłam twarzą w twarz z losem, który został mi przyznany i zrozumiałam, że muszę wygrać.

Tylko jak wygrać z wrogiem, którego się nie zna? Przecież żaden lekarz nie usiadł ze mną przy stole, nie zaparzył mi herbaty i nie poświęcił choćby pół godziny swojego czasu, żeby powiedzieć mi, co mnie czeka. Nie dostałam żadnej ulotki, nie usłyszałam słów, które pomogłyby mi zrozumieć świat, do którego właśnie weszłam. Wiem, brzmi to jak marzenie, ale marzycielką jestem i optymistką też.

Świat jednak wygląda inaczej, więc pierwszą rzeczą, którą zrobiłam, był plan, a na samym jego szczycie grubą kreską napisałam tytuł „Poznać wroga”. Ruszyłam więc do biblioteki, a tam czekali już na mnie Alan Gordon, Alon Ziv, Doreen Virtue, Robert Reeves, Marc Schwob, Abdul-Ghaaliq Lalkhen, Jon Kabat-Zinn i wielu innych. Zaczęłam zbierać informacje i zbroić się w wiedzę, która pomagała mi zrozumieć, czym tak naprawdę jest przewlekły ból i w jaki sposób można nauczyć się z nim żyć. Wiecie, czasami wyobrażam sobie, że w moim nerwie trójdzielnym zamieszkał smok, który budząc się, zaczyna szaleć niczym Smaug z Hobbita, więc próbowałam nauczyć się tego, jak go nie budzić, a jak się już robudził, to uczyłam sie technik przeżycia.

Później zaczęłam zbierać wiedzę już nie tylko o bólu, ale również o najważniejszym i najcudowniejszym tworze ewolucji, jaki posiadamy, czyli o naszym mózgu. Wtedy złapałam bakcyla i zaczęłam chłonąć wszystkie nowe publikacje, które pojawiały się w księgarniach. Czytałam, czytałam i próbowałam połączyć wszystko w jedną całość, a im więcej wiedziałam, tym bardziej rozszerzała się moja perspektywa i zaczynałam rozumieć, że istnieją rzeczy, które mogą pomóc żyć mimo bólu.

Dieta, aktywność fizyczna, spontaniczny ruch, medytacja, relacje, przyjaźń i miłość okazały się nie tylko zwykłymi słowami, ale czymś, co rzeczywiście pomaga utrzymać się na powierzchni, chociaż na każdy z tych elementów trzeba zapracować, ponieważ los bardzo rzadko podaje nam wszystko na tacy, chyba że przeciwności.

Dieta okazała się strzałem w dziesiątkę, ponieważ nie tylko wzmocniła mój organizm, ale sprawiła również, że zaczęłam czuć się lepiej i zauważyłam, że mój mózg pracuje inaczej, jakby odzyskiwał siłę.

Ćwiczenia fizyczne dały mi energię do walki i sprawiły, że nawet wtedy, gdy ból staje się silny, moje ciało nadal potrafi wstać i iść dalej.

Medytacja z kolei przynosi ukojenie w chwilach, kiedy moje myśli zaczynają szaleć i chociaż początki były trudne, dzisiaj widzę ogromny postęp.

Choroba bardzo mocno zweryfikowała również relacje, ale chyba tak miało być, ponieważ dzisiaj czuję ogromną wdzięczność za to, że osoby, które odeszły, zrobiły miejsce ludziom niezwykle wartościowym i cudownym, które się pojawiły w moim życiu.

I kiedy teraz w mojej głowie ponownie pojawia się pytanie „Jak żyć z przewlekłym bólem?”, nadal czuję, że odpowiedź nie jest łatwa, ale wiem już, że samo życie jest możliwe. Trzeba jedynie uzbroić się w zbroję wiedzy oraz nowych umiejętności, które pomogą przejść przez życie.

I tak myślę teraz o pewnej dziewczynie, która chyba już zawsze będzie obecna w mojej głowie, o Bethany Hamilton. Miała zaledwie trzynaście lat, kiedy rekin zaatakował ją odgryzając lewe ramię. W jednej chwili zabrał jej nie tylko część ciała, ale również świat, który znała. Zaburzył poczucie bezpieczeństwa, marzenia i wszystko to, co wydawało się stałe. I jestem przekonana, że gdzieś pośród bólu i strachu musiała zadać sobie pytanie, jak teraz żyć. Jednak nie zatrzymała się i wróciła do oceanu nie dlatego, że przestała się bać, ale dlatego, że gdzieś pośród bólu i strachu odkryła, iż czasami nie wygrywamy poprzez pokonanie przeciwnika. Czasami wygrywamy wtedy, kiedy uczymy się żyć obok niego. I chyba właśnie tego uczy mnie ból, ponieważ nie zawsze trzeba pokonać swojego smoka, czasami wystarczy nauczyć się z nim żyć tak, aby mimo jego oddechu nadal widzieć słońce

Historię Bethany Hamilton opowiadałam Wam już kiedyś, a skoro znów do niej wracam, to pewnie widzicie, jak wiele dla mnie znaczy. Bardzo polecam Wam film "Surferka z charakterem" pokazujący jej drogę i walkę o samą siebie, ponieważ mnie dał naprawdę dużo i pomógł w trudnym czasie

©Tekst autorski. Proszę nie kopiować bez oznaczenia źródła.

Najczęstsze pytania (FAQ)

Czym jest neuralgia nerwu trójdzielnego?

Neuralgia nerwu trójdzielnego to przewlekły zespół bólowy twarzy. Objawia się napadami nagłego, bardzo silnego, zwykle jednostronnego bólu — często opisywanego jak porażenie prądem; pojedynczy napad trwa od kilku sekund do około dwóch minut.

Do jakiego lekarza zgłosić się z bólem twarzy?

Przede wszystkim do neurologa; w razie kwalifikacji do zabiegu — do neurochirurga. Przy podejrzeniu przyczyny stomatologicznej warto też wykluczyć ją u dentysty.

Czy neuralgia nerwu trójdzielnego jest wyleczalna?

U wielu osób ból można skutecznie kontrolować lekami lub zabiegami, a mikrodekompresja daje u kwalifikujących się pacjentów najtrwalszy efekt. Przebieg bywa różny — z okresami remisji i nawrotami; decyzje podejmuje się z lekarzem.

⚠️ Treść ma charakter wyłącznie edukacyjny i wynika z osobistego doświadczenia oraz lektury. Nie zastępuje konsultacji, diagnozy ani leczenia. W razie silnego bólu lub niepokojących objawów skontaktuj się z lekarzem.

← Wszystkie artykuły