Temat akceptacji życia z bólem przewlekłym od dawna przerabiam w głowie. A dokładniej analizuję znaczenie słowa akceptacja i zastanawiam się, czy życie z przewlekłym bólem nie sprawiło, że to słowo nagle nabrało dla mnie zupełnie innego znaczenia.
Bo czym właściwie jest akceptacja? Według definicji jest to pogodzenie się z czymś, uznanie czegoś za istniejące lub nieuniknione. Brzmi rozsądnie. Tylko czy taka definicja pasuje do kogoś, kto żyje z bólem nerwu trójdzielnego lub innym bólem przewlekłym?
Mam wrażenie, że odpowiedź zależy od tego, z kim o tym rozmawiam. Jeśli mój rozmówca nie wie, czym jest taki ból, to co może wiedzieć o akceptacji życia z taką chorobą? Czy byłby w stanie zaakceptować poranki, które zaczynają się od nieprzyjemnego doznania w twarzy? Zresztą „nieprzyjemnego” to zdecydowanie za mało powiedziane.
Bywają dni, kiedy zanim świadomość na dobre wróci po przebudzeniu, ja już mam wrażenie, że jestem wulkanem bólu, który musi bardzo się pilnować, żeby nie wybuchnąć. Nieważne, jak zakończył się poprzedni dzień. Nieważne, co czeka mnie po przebudzeniu. Ból i tak jest.
Mogę przemierzać szlaki usłane bajecznymi widokami. Mogę wygrzewać się na piaskach u stóp Atlantyku. Mogę najzwyczajniej w świecie przechadzać się między sklepowymi półkami w poszukiwaniu jedzenia, które zapewni energię i przeżycie. Jednak wszystko, co robię, robię w towarzystwie nieprzyjemnych, męczących dolegliwości bólowych. Są ze mną podczas rzeczy wielkich i tych zupełnie zwyczajnych. Nie biorą urlopu ani nie zostają w domu... Zawsze idą ze mną.
Więc czy można to zaakceptować?
Coraz częściej myślę, że nie chodzi tu o akceptację. Chodzi raczej o nauczenie się życia z bólem. O nauczenie się tego, że jest. Że będzie wracał, niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie. Że trzeba zrobić zakupy, ugotować obiad, wyjść z domu, spotkać się z ludźmi i przeżyć kolejny dzień mimo jego obecności.
W życiu mogą wydarzyć się rzeczy bardzo trudne. Śmierć bliskiej osoby, rozwód, ciężka choroba. Przeżyłam dwa ostatnie punkty. I szczerze mówiąc, nie jestem pewna, czy takie doświadczenia się akceptuje. Wydaje mi się, że raczej przyjmuje się je z pokorą. Z czasem uczymy się żyć w nowej rzeczywistości, ale to nie oznacza, że uznajemy ją za dobrą czy sprawiedliwą.
Dlatego mogę rozmawiać o akceptacji z ludźmi, którzy przeszli przez coś podobnego. Z tymi, którzy wiedzą, czym jest życie z bólem. Którzy wiedzą, jak wygląda codzienność podporządkowana dolegliwościom, których nie da się wyłączyć jednym ruchem czy tabletką. Ale dobrze wiemy, że słowo „akceptacja” nie ma już dla nas tego samego znaczenia co dla osób zdrowych.
Uważam, że jeśli ktoś chce mówić nam o akceptacji życia z bólem, niech najpierw wbije sobie zardzewiały gwóźdź w dziąsło. Albo w inną okolicę twarzy. Niech chodzi z nim przez kilkadziesiąt tygodni. Niech budzi się z nim każdego ranka, zasypia każdego wieczoru i próbuje normalnie funkcjonować. Niech pracuje, rozmawia, śmieje się i planuje przyszłość, kiedy każdy dzień jest naznaczony cierpieniem.
Wtedy możemy porozmawiać o akceptacji
©Tekst autorski. Proszę nie kopiować bez oznaczenia źródła.
Najczęstsze pytania (FAQ)
Czym jest neuralgia nerwu trójdzielnego?
Neuralgia nerwu trójdzielnego to przewlekły zespół bólowy twarzy. Objawia się napadami nagłego, bardzo silnego, zwykle jednostronnego bólu — często opisywanego jak porażenie prądem; pojedynczy napad trwa od kilku sekund do około dwóch minut.
Do jakiego lekarza zgłosić się z bólem twarzy?
Przede wszystkim do neurologa; w razie kwalifikacji do zabiegu — do neurochirurga. Przy podejrzeniu przyczyny stomatologicznej warto też wykluczyć ją u dentysty.