Rozmyślając ostatnio o bólu twarzy i życiu, jakie prowadzimy zmagając się z tym nieprzyjemnym doznaniem, przed oczami pojawia mi się postać doktora Joela Fleischmana, bohatera klimatycznego serialu Przystanek Alaska, który mam nadzieję, niektórzy z Was pamiętają.
Joel jest młodym lekarzem z Nowego Jorku, ambitnym, przyzwyczajonym do wielkomiejskiego życia i przekonanym, że jego przyszłość będzie wyglądała dokładnie tak, jak sobie zaplanował. Kiedy kończy studia medyczne, okazuje się jednak, że za finansowanie swojej edukacji musi zapłacić w dość nietypowy sposób: zgodnie z umową zobowiązał się przepracować kilka lat na Alasce, a konkretnie w niewielkiej, odległej od wielkiego świata miejscowości Cicely.
Problem polega na tym, że Joel wyobrażał sobie swoją przyszłość zupełnie inaczej. Liczył na pracę w Anchorage, mieście, które dawałoby mu namiastkę życia, do jakiego przywykł, tymczasem trafia do miejsca, które pod wieloma względami wydaje mu się końcem świata. Zamiast nowoczesnego szpitala ma niewielki gabinet, zamiast miejskiego zgiełku rozległe przestrzenie Alaski, a zamiast ludzi, z którymi mógłby dzielić podobne doświadczenia i aspiracje, spotyka mieszkańców, których sposób myślenia, przyzwyczajenia i podejście do życia często zupełnie nie mieszczą się w jego wyobrażeniach o normalności.
Joel jest sfrustrowany, rozczarowany i niezadowolony ze swojego losu. Nie chce tam być, nie potrafi pogodzić się z tym, co go spotkało, i nieustannie szuka sposobu, żeby wydostać się z miejsca, do którego nigdy dobrowolnie by nie przyjechał. Patrzy na innych, porównuje swoje życie z ich życiem, myśli o możliwościach, które go omijają, i koncentruje się przede wszystkim na tym, co stracił, zamiast na tym, co wciąż może zbudować. Próbuje negocjować, buntuje się przeciwko swojej sytuacji, szuka wyjścia, a jego codzienność w dużej mierze upływa na walce z rzeczywistością, której nie jest w stanie natychmiast zmienić.
W pewnym sensie jego problemem nie jest wyłącznie to, że znalazł się na Alasce, lecz również to, że tak bardzo nie chce tam być.
I właśnie w tym miejscu historia doktora Fleischmana zaczyna przypominać mi doświadczenia związane z życiem z przewlekłym bólem...
Kiedy życie staje się walką z własną rzeczywistością
Oczywiście nie porównuję choroby do niechcianego wyjazdu ani nie sugeruję, że ból jest sytuacją, którą można po prostu zaakceptować i przestać się nią przejmować.
Wręcz przeciwnie! przewlekły ból, szczególnie ból neuropatyczny, potrafi być doświadczeniem wyniszczającym, które odbiera poczucie bezpieczeństwa, ogranicza codzienne funkcjonowanie i zmusza do podejmowania decyzji, których wcześniej nie musieliśmy nawet brać pod uwagę.
Wiem również, że są rodzaje bólu, których nie da się wyciszyć samą zmianą nastawienia, a zaakceptowanie choroby nie oznacza pogodzenia się z brakiem leczenia czy rezygnacji z poszukiwania pomocy.
Myślę jednak, że w historii Joela można odnaleźć coś, co ma znaczenie również w życiu z bólem: różnicę pomiędzy tym, co nas spotyka, a całą energią, którą zużywamy na walkę z faktem, że właśnie to nas spotkało.
Kiedy pojawia się przewlekły ból, bardzo często rozpoczynamy własną walkę. Chcemy odzyskać dawne życie, wrócić do tego, co było przed chorobą, znaleźć sposób, który pozwoli nam wreszcie poczuć ulgę.
Szukamy specjalistów, analizujemy objawy, poznajemy kolejne metody leczenia, próbujemy zrozumieć, co się wydarzyło i dlaczego właśnie nas to spotkało. Każda nowa możliwość niesie nadzieję, że tym razem znajdziemy odpowiedź, a każda kolejna porażka może przynosić rozczarowanie, złość i poczucie, że znowu jesteśmy w tym samym miejscu.
Kiedy pojawia się przewlekły ból, naturalne jest, że szukamy pomocy, chcemy zrozumieć, co się z nami dzieje, i robimy wszystko, co w naszej mocy, aby odzyskać zdrowie. Konsultujemy się ze specjalistami, szukamy odpowiedniej diagnostyki, poznajemy kolejne możliwości leczenia i próbujemy znaleźć sposób, który przyniesie nam ulgę. To ważna część naszej drogi i nie ma powodu, aby z niej rezygnować.
Jednocześnie, w trakcie tych poszukiwań, warto pamiętać, że nasze życie trwa również wtedy, gdy ból nie ustępuje, a my wciąż nie mamy wszystkich odpowiedzi. Możemy nadal szukać skutecznego leczenia i mieć nadzieję na poprawę, a równocześnie stopniowo uczyć się funkcjonować w obecnej rzeczywistości, nie odkładając wszystkiego, co dla nas ważne, na bliżej nieokreślony moment wyzdrowienia.
Czasami jednak tak bardzo pragniemy odzyskać dawne życie, że nieświadomie zaczynamy uzależniać codzienne aktywności od tego, jak się czujemy. Czekamy, aż ból ustąpi, żeby wyjść z domu, aż napięcie się zmniejszy, żeby odpocząć, a kiedy pojawia się kolejna metoda leczenia, pokładamy w niej nadzieję, że wreszcie pozwoli nam odzyskać poczucie bezpieczeństwa i kontrolę nad własnym życiem. W tym oczekiwaniu łatwo przeoczyć, że upływa nam kolejny dzień, tydzień, a czasem kilka lat, podczas gdy my wciąż próbujemy wrócić do tego, co było przed chorobą.
Nasze życie stopniowo zawiesza się pomiędzy przeszłością, za którą tęsknimy, a przyszłością, w której wyobrażamy sobie siebie bez bólu. Tymczasem teraźniejszość, nawet jeśli jest trudna i daleka od naszych oczekiwań, pozostaje jedyną rzeczywistością, w której możemy dziś szukać dla siebie miejsca.
A przecież nie mamy gwarancji, że odzyskamy dokładnie taki stan zdrowia, jaki mieliśmy przed chorobą, ani że ból ustąpi w terminie, który pozwoli nam zaplanować przyszłość. Nie oznacza to, że poprawa jest niemożliwa. Oznacza jedynie, że uzależnienie całego życia od jednego, niepewnego rezultatu może stać się dodatkowym źródłem cierpienia.
Możemy szukać leczenia, jednocześnie ucząc się żyć w rzeczywistości, w której ból nadal jest obecny. Nie musimy wybierać pomiędzy jednym a drugim.
I tutaj nie chodzi o to, żeby polubić własną Alaskę, tylko o to, żeby nie spędzić całego życia na przekonywaniu siebie, że nie powinniśmy się na niej znaleźć.
Ból i stres. Jak wzajemnie na siebie oddziałują
Przewlekły ból nie jest wyłącznie sygnałem pochodzącym z określonego miejsca w ciele, który mózg po prostu odczytuje. Jest doświadczeniem, na które wpływa wiele procesów zachodzących w układzie nerwowym, a także nasz stan emocjonalny, dotychczasowe doświadczenia, poczucie bezpieczeństwa i sytuacja, w której aktualnie się znajdujemy.
Oczywiście to nie oznacza, że ból jest wymyślony ani że jego źródłem są emocje. Oznacza natomiast, że sposób przetwarzania sygnałów związanych z bólem może zmieniać się pod wpływem różnych czynników, a stres jest jednym z nich.
Kiedy przeżywamy trudny okres, jesteśmy przemęczeni, niewyspani albo stale czymś zaniepokojeni, nasz organizm może pozostawać w stanie zwiększonej gotowości. Zmienia się napięcie mięśniowe, trudniej nam odpocząć, łatwiej reagujemy na bodźce, a uwaga częściej kieruje się ku temu, co nieprzyjemne lub potencjalnie zagrażające.
Jeśli jednocześnie doświadczamy bólu, może powstać mechanizm, w którym poszczególne elementy wzajemnie na siebie oddziałują. Ból wywołuje niepokój, niepokój zwiększa czujność, a zwiększona czujność sprawia, że jeszcze intensywniej obserwujemy swoje ciało i szybciej zauważamy kolejne doznania. Kiedy pojawia się następny sygnał bólowy, interpretujemy go jako potwierdzenie, że sytuacja się pogarsza, co z kolei zwiększa napięcie.
W ten sposób może powstawać błędne koło, które dodatkowo obciąża człowieka już zmagającego się z chorobą.
Warto jednak pamiętać, że stres może nasilać ból, ale nie oznacza to, że jest jego pierwotną przyczyną. Nie każda osoba odczuwająca przewlekły ból ma podwyższony poziom stresu, a nie każdy ból można wyjaśnić napięciem mięśniowym czy reakcją emocjonalną.
W przypadku bólu neuropatycznego, w tym bólu związanego z uszkodzeniem nerwu trójdzielnego, znaczenie mają również procesy zachodzące w samym układzie nerwowym, które mogą utrzymywać się niezależnie od aktualnego samopoczucia człowieka.
Dlatego tak ważne jest, żeby nie sprowadzać całego problemu do stwierdzenia, że trzeba się uspokoić, przestać stresować albo nauczyć się pozytywnego myślenia.
To nie jest takie proste!
Kiedy skupienie na bólu zaczyna nas dodatkowo obciążać
Pewnie skojarzycie taki mechanizm - zaczynamy dzień od sprawdzenia, jak się czujemy. Zastanawiamy się, czy ból jest dziś słabszy, czy może mocniejszy niż wczoraj, czy możemy bezpiecznie wyjść z domu, zjeść coś twardszego, porozmawiać dłużej albo wykonać czynność, która wcześniej nie sprawiała nam trudności.
W ciągu dnia wielokrotnie wracamy myślami do objawów. Analizujemy każdą zmianę, szukamy przyczyny pogorszenia, zastanawiamy się, czy to efekt niewyspania, stresu, pogody, napięcia mięśniowego, a może czegoś, co zjedliśmy lub zrobiliśmy kilka godzin wcześniej.
Wieczorem próbujemy ocenić, czy zastosowane metody przyniosły rezultat. Jeśli ból ustąpił, odczuwamy ulgę, ale jednocześnie zaczynamy się zastanawiać, jak długo ten stan się utrzyma. Jeśli nie ustąpił, pojawia się rozczarowanie i obawa, że nic nie działa.
Nie ma w tym nic dziwnego. Kiedy coś boli, naturalnie próbujemy zrozumieć, co się dzieje, i znaleźć sposób na zmniejszenie cierpienia. W przypadku przewlekłego bólu problem polega jednak na tym, że ciągłe monitorowanie objawów może sprawić, że ból stanie się centralnym punktem naszej uwagi, wokół którego zaczniemy organizować niemal każdą decyzję.
Nie chodzi o to, że samo zwracanie uwagi na ból go powoduje, lecz o to, że nadmierna czujność i ciągłe oczekiwanie na zagrożenie mogą zwiększać obciążenie psychiczne, a u części osób również nasilać doświadczanie bólu.
Warto przy tym odróżnić uważną obserwację objawów, która pomaga nam podejmować decyzje dotyczące zdrowia, od nieustannego sprawdzania, czy już jest lepiej. Prowadzenie dzienniczka bólu (do pobrania https://zyciezbolem.pl/dziennik-bolu), zapisywanie nowych objawów i obserwowanie reakcji na leczenie może być bardzo przydatne, zwłaszcza podczas konsultacji lekarskich. Nie musimy z tego rezygnować, ale możemy spróbować zauważyć, kiedy obserwacja przestaje nam służyć, a zaczyna pochłaniać coraz więcej naszej uwagi.
Czasami warto zadać sobie pytanie: czy w tej chwili rzeczywiście potrzebuję sprawdzić, jak bardzo boli, czy robię to dlatego, że boję się, że za chwilę będzie gorzej?
Nie zawsze znajdziemy jednoznaczną odpowiedź, ale samo zauważenie tego mechanizmu może pomóc nam odzyskać nieco przestrzeni na inne doświadczenia.
Presja, by wyzdrowieć, może stać się kolejnym ciężarem
Jest jeszcze jeden aspekt przewlekłego bólu, o którym mówi się zdecydowanie za mało: presja, którą sami na siebie nakładamy.
Chcemy być dobrymi pacjentami, stosować się do zaleceń, regularnie ćwiczyć, odpowiednio się odżywiać, wysypiać się, pracować nad stresem, medytować i korzystać z dostępnych metod wspierających zdrowie. Czytamy o kolejnych możliwościach, poznajemy mechanizmy bólu i próbujemy wdrażać wszystko, co może nam pomóc.
Z czasem nawet działania, które miały przynieść ulgę, mogą zacząć przypominać kolejny etat. Jeśli wykonamy ćwiczenia, oczekujemy poprawy. Jeśli medytujemy, chcemy się wyciszyć. Jeśli idziemy na spacer, liczymy na to, że ruch przyniesie ulgę. Kiedy efekty nie pojawiają się w oczekiwanym czasie, zaczynamy zastanawiać się, co zrobiliśmy nie tak.
Może za mało się staramy? Może nie jesteśmy wystarczająco regularni? Może nie potrafimy właściwie oddychać, odpoczywać albo zarządzać emocjami?
W ten sposób łatwo przejść od troski o siebie do nieustannego kontrolowania siebie. A przecież nie jesteśmy projektami, które trzeba nieustannie optymalizować, żeby wreszcie osiągnąć pożądany wynik. Jesteśmy ludźmi, którzy próbują funkcjonować w trudnych okolicznościach, często mimo zmęczenia, ograniczeń i niepewności dotyczącej przyszłości.
Regularność ma znaczenie, ale nie powinna oznaczać bezwzględnego wymagania od siebie, że każdego dnia będziemy realizować wszystkie założenia. Cierpliwość jest potrzebna, ale nie może polegać na nieustannym oskarżaniu siebie o to, że poprawa przychodzi zbyt wolno.
Niepowodzenie jednej metody nie świadczy o tym, że za mało się staramy, a utrzymywanie się bólu nie jest dowodem na to, że nie potrafimy właściwie o siebie zadbać.
Czasami najbardziej wspierającą decyzją jest zrobienie czegoś, co pomaga nam funkcjonować, bez stawiania sobie warunku, że musi to przynieść konkretny efekt terapeutyczny.
Możemy wyjść na spacer, ponieważ lubimy przebywać na świeżym powietrzu. Możemy posłuchać muzyki, ponieważ sprawia nam przyjemność. Możemy spotkać się z przyjacielem, nawet jeśli wiemy, że ból nie zniknie tylko dlatego, że spędzimy miło czas.
Nie każda czynność musi być narzędziem do osiągnięcia poprawy. Niektóre rzeczy możemy robić po prostu dlatego, że nadal jesteśmy ludźmi, którzy mają swoje potrzeby, zainteresowania i prawo do przyjemności.
A teraz clou programu, czyli czym właściwie jest sensytyzacja ośrodkowa?
W ostatnim czasie natrafiłam na wpis osoby, która poruszyła ciekawe kwestie dotyczące przewlekłego bólu, uważności i zwiększonej wrażliwości układu nerwowego, i pragnę się do nich odnieść, ponieważ wokół tego zagadnienia pojawia się wiele pytań, a czasami również nieporozumień, o których dziś z niektórymi z was rozmawiałam.
Jednym z pojęć, które coraz częściej pojawia się w rozmowach o przewlekłym bólu, jest sensytyzacja ośrodkowa.
W najprostszym ujęciu termin ten odnosi się do zwiększonej reaktywności neuronów odpowiedzialnych za przetwarzanie bodźców związanych z bólem w ośrodkowym układzie nerwowym, czyli w mózgowiu i rdzeniu kręgowym. W przypadku bólu twarzy istotne są między innymi struktury ośrodkowego układu nerwowego uczestniczące w przetwarzaniu informacji docierających z nerwu trójdzielnego.
Żeby lepiej zrozumieć ten mechanizm, warto przypomnieć sobie, że ból nie jest prostym odczytem sygnału z uszkodzonej tkanki. Informacje docierające z obwodu są przetwarzane przez kolejne struktury układu nerwowego, a sposób, w jaki układ ten reaguje na bodźce, może ulegać zmianom.
W określonych warunkach neurony w ośrodkowych szlakach nocyceptywnych mogą stać się bardziej pobudliwe, przez co reagują silniej na docierające do nich sygnały lub zaczynają odpowiadać na bodźce, które wcześniej nie wywoływały takiej reakcji. Zmienia się wówczas sposób przetwarzania informacji związanych z bólem.
Można to w pewnym uproszczeniu porównać do systemu alarmowego, który po długim okresie działania w warunkach zagrożenia zaczyna reagować z większą intensywnością, a czasami uruchamia się również w sytuacjach, które wcześniej nie wywoływały alarmu.
Ta metafora ma jednak swoje ograniczenia, o których musimy pamiętać, jak o pinie do karty płatniczej.
Układ nerwowy nie jest urządzeniem, które po prostu się rozregulowało i wymaga ponownego ustawienia. Sensytyzacja ośrodkowa obejmuje konkretne zmiany neurofizjologiczne w przetwarzaniu bodźców, a jej znaczenie zależy od rodzaju bólu i sytuacji klinicznej.
W praktyce zwiększona wrażliwość na ból może przejawiać się między innymi jako:
- Hiperalgezja, czyli nasilone odczuwanie bólu w odpowiedzi na bodziec, który normalnie jest lekko bolesny.
- Allodynia, czyli odczuwanie bólu w odpowiedzi na bodziec, który zwykle nie jest bolesny.
W niektórych zespołach bólowych może również występować rozszerzenie obszaru doświadczanego bólu, zwiększona reakcja na powtarzające się bodźce czy zmieniona odpowiedź układów, które fizjologicznie uczestniczą w hamowaniu bólu.
Nie oznacza to jednak, że wszystkie te objawy muszą występować jednocześnie ani że ich obecność automatycznie potwierdza sensytyzację ośrodkową.
Warto również odróżnić sensytyzację ośrodkową jako mechanizm neurofizjologiczny od szerszego określenia, jakim jest nadwrażliwość układu nerwowego.
W codziennym języku oba terminy bywają stosowane zamiennie, jednak nie są całkowicie tożsame. Sam fakt, że ktoś odczuwa ból intensywniej, reaguje na stres albo ma trudności z wyciszeniem organizmu, nie wystarcza, aby stwierdzić, że występuje u niego sensytyzacja ośrodkowa.
Jest to ogromnie wżne, ponieważ pojęcie to nie powinno stać się kolejną etykietą, którą samodzielnie przypisujemy sobie na podstawie opisu znalezionego w internecie.
Sensytyzacja ośrodkowa jest jednym z mechanizmów, które mogą uczestniczyć w powstawaniu i podtrzymywaniu niektórych zespołów bólowych. Nie jest jednak uniwersalnym wyjaśnieniem każdego przewlekłego bólu, a tym bardziej nie oznacza, że jego źródłem jest wyłącznie stres, lęk czy sposób myślenia.
Sensytyzacja ośrodkowa a neuralgia trójdzielna i neuropatia nerwu trójdzielnego
Z perspektywy osób żyjących z neuralgią trójdzielną oraz bolesną neuropatią nerwu trójdzielnego do zagadnienia sensytyzacji ośrodkowej warto podchodzić ze szczególną ostrożnością, ponieważ pod podobnym określeniem bólu twarzy mogą kryć się różne mechanizmy, które wymagają odrębnego rozpoznania i nie zawsze odpowiadają na te same metody leczenia.
Neuralgia trójdzielna charakteryzuje się przede wszystkim nawracającymi napadami silnego, jednostronnego bólu, który często przypomina porażenie prądem, jest przeszywający lub kłujący i może być wyzwalany przez stosunkowo niewinne bodźce, takie jak dotyk twarzy, mycie zębów, mówienie czy jedzenie. W zależności od postaci choroby i sytuacji klinicznej znaczenie mogą mieć między innymi zmiany w obrębie korzenia nerwu trójdzielnego, w tym ucisk naczyniowy, oraz nieprawidłowości w przewodzeniu sygnałów nerwowych.
Z kolei neuropatia nerwu trójdzielnego wiąże się z uszkodzeniem lub chorobą układu somatosensorycznego odpowiedzialnego za czucie w obrębie twarzy. Może rozwijać się między innymi po urazie nerwu, zabiegu stomatologicznym lub innym uszkodzeniu struktur unerwiających twarz. Ból może mieć charakter ciągły lub niemal ciągły, piekący, palący, kłujący albo przypominający nieprzyjemne mrowienie, a w jego obszarze mogą występować również zaburzenia czucia, nadwrażliwość czy ból wywoływany bodźcami, które normalnie nie powinny boleć.
Są to odrębne rozpoznania, choć w praktyce klinicznej poszczególne objawy mogą się nakładać, a prawidłowe rozróżnienie wymaga uwzględnienia charakteru bólu, badania czucia, wywiadu i odpowiedniej diagnostyki.
Dlaczego o tym wspominam?
Ponieważ w przypadku neuralgii trójdzielnej i neuropatii nerwu trójdzielnego nie można z góry zakładać, że za utrzymywanie się bólu odpowiada przede wszystkim zwiększona wrażliwość ośrodkowego układu nerwowego.
W bólu neuropatycznym istotne mogą być zmiany zachodzące w uszkodzonym nerwie, w jego włóknach i zwojach czuciowych, a także w dalszych strukturach odpowiedzialnych za przekazywanie i przetwarzanie informacji. Po urazie nerwu mogą pojawiać się nieprawidłowe wyładowania elektryczne, zmiany pobudliwości włókien nerwowych i inne procesy, które przyczyniają się do powstawania bólu.
U części osób mogą współistnieć również zmiany w ośrodkowych szlakach bólowych, w tym mechanizmy sensytyzacji ośrodkowej. Długotrwały napływ sygnałów z obwodu może wpływać na pobudliwość neuronów w strukturach przetwarzających informacje z twarzy, a uszkodzenie nerwu może wiązać się ze zmianami zarówno obwodowymi, jak i ośrodkowymi.
Nie oznacza to jednak, że każda osoba z neuropatią pourazową rozwinie sensytyzację ośrodkową ani że właśnie ten mechanizm będzie odpowiadał za większość jej objawów.
Podobnie w neuralgii trójdzielnej badania wskazują na złożone zmiany w funkcjonowaniu układu nerwowego, a mechanizmy ośrodkowe mogą mieć znaczenie w części przypadków. Nie zmienia to jednak faktu, że rozpoznanie neuralgii i dobór leczenia muszą uwzględniać jej charakterystyczne mechanizmy, a nie tylko ogólne założenie o nadmiernej reaktywności układu nerwowego.
Sensytyzacja ośrodkowa może być jednym z elementów obrazu przewlekłego bólu, ale nie powinna przesłaniać jego pierwotnej przyczyny ani zastępować właściwego rozpoznania.
To rozróżnienie ma znaczenie nie tylko naukowe, ale również praktyczne. Jeśli osobie z bólem neuropatycznym powiemy, że jej układ nerwowy jest nadwrażliwy i musi nauczyć się wyciszać, możemy niechcący zasugerować, że za utrzymywanie się objawów odpowiada przede wszystkim jej reakcja na ból. Tymczasem ból może wynikać z rzeczywistych zmian w funkcjonowaniu nerwu, a potrzeba wyciszenia organizmu nie zastąpi leczenia ukierunkowanego na mechanizm choroby.
Możemy jednocześnie uznawać biologiczne podłoże bólu, szukać odpowiedniego leczenia i korzystać z metod, które pomagają nam lepiej funkcjonować z objawami.
Te podejścia nie wykluczają się wzajemnie.
Czy można oduczyć układ nerwowy nadmiernej reakcji na ból?
W rozmowach o przewlekłym bólu często pojawia się przekonanie, że skoro układ nerwowy stał się bardziej wrażliwy, można stopniowo nauczyć go reagować na bodźce z mniejszą intensywnością. Czasami mówi się w tym kontekście o „oduczaniu” układu nerwowego, choć określenie to nie oddaje w pełni złożoności procesów zachodzących w naszym organizmie.
Układ nerwowy ma zdolność do zmian, czyli neuroplastyczność, a sposób przetwarzania bodźców i modulowania bólu może zmieniać się pod wpływem różnych czynników. Nie oznacza to jednak, że można po prostu oduczyć go odczuwania bólu ani że każda osoba z przewlekłym bólem jest w stanie odwrócić mechanizmy odpowiedzialne za swoje dolegliwości.
Warto więc zadać inne pytanie: czy możemy wspierać układ nerwowy w taki sposób, aby niektóre bodźce wywoływały mniejszą reakcję bólową, a sam ból w mniejszym stopniu wpływał na nasze codzienne funkcjonowanie?
Odpowiedź nie jest jednoznaczna, ponieważ wiele zależy od rodzaju bólu, mechanizmów leżących u jego podłoża i indywidualnej sytuacji danej osoby. Wiemy jednak, że odpowiednio dobrane postępowanie może wspierać poprawę funkcjonowania, pomagać w ograniczaniu niektórych czynników nasilających dolegliwości i ułatwiać stopniowy powrót do aktywności, które z czasem zaczęliśmy ograniczać z obawy przed bólem.
W tym kontekście znaczenie mogą mieć między innymi:
- Terapia poznawczo-behawioralna.
- Uważność.
- Odpowiednio dobrana aktywność fizyczna.
- Poprawa jakości snu.
- Nauka radzenia sobie ze stresem.
Metody te nie działają jednak w jeden sposób. Mogą pomagać w zmniejszaniu lęku związanego z bólem, ograniczaniu katastrofizacji, poprawie regulacji emocji czy odzyskiwaniu poczucia sprawczości. W zależności od rodzaju dolegliwości i indywidualnej odpowiedzi na leczenie mogą również wspierać mechanizmy modulowania bólu.
Ważne jest jednak, aby nie traktować tych metod jako uniwersalnego sposobu na zmniejszenie sensytyzacji ośrodkowej. Nie ma podstaw, by zakładać, że sama zmiana zachowania, regularna praktyka uważności czy ograniczenie stresu odwrócą wszystkie zmiany zachodzące w układzie nerwowym. Szczególnie w przypadku neuralgii trójdzielnej i bolesnej neuropatii nerwu trójdzielnego należy uwzględnić mechanizmy charakterystyczne dla danego schorzenia, w tym ewentualne uszkodzenie nerwu, i nie zastępować właściwego leczenia metodami ukierunkowanymi na radzenie sobie z bólem.
Dlatego zamiast koncentrować się na tym, jak „oduczyć” układ nerwowy bólu, warto szukać sposobów, które pomogą nam lepiej funkcjonować, zmniejszać cierpienie i odzyskiwać przestrzeń na codzienne życie. Czasami może to oznaczać zmniejszenie nasilenia bólu, innym razem łatwiejsze radzenie sobie z jego obecnością lub odzyskanie aktywności, z których wcześniej musieliśmy zrezygnować.
Uważność, czyli zauważyć, ale nie musieć natychmiast reagować
Jednym z podejść, które mogą pomagać w radzeniu sobie z przewlekłym bólem, jest uważność, często określana angielskim terminem *mindfulness*.
Nie chodzi w niej o to, żeby przestać myśleć, osiągnąć idealny spokój czy pozbyć się wszystkich nieprzyjemnych emocji. Uważność polega raczej na świadomym zauważaniu tego, co dzieje się w danej chwili, bez automatycznego oceniania każdego doświadczenia i bez konieczności natychmiastowego podejmowania działania.
Możemy zauważyć, że boli nas twarz, że jesteśmy spięci, że pojawia się lęk przed kolejnym napadem albo że zaczynamy przewidywać, jak trudny będzie nadchodzący dzień. Nie musimy udawać, że tego nie ma, ani przekonywać siebie, że powinniśmy czuć się inaczej.
Możemy po prostu zauważyć: teraz boli, teraz się boję, teraz moje ciało jest napięte.
To pozornie niewielka zmiana, ale dla niektórych osób może być pomocna, ponieważ tworzy przestrzeń pomiędzy samym doświadczeniem a reakcją, którą zwykle uruchamia.
Jeśli ból pojawia się wieczorem, możemy automatycznie zacząć myśleć o tym, że nie zaśniemy, że jutro będziemy wyczerpani i że kolejny dzień znów będzie trudny. W krótkim czasie pojedynczy objaw może uruchomić cały łańcuch przewidywań, obaw i napięcia.
Uważność nie wymaga od nas, żebyśmy udawali, że te myśli nie istnieją. Możemy je zauważyć, a następnie spróbować wrócić do tego, co jest dostępne w danej chwili: oddechu, dźwięków w pomieszczeniu, kontaktu stóp z podłożem czy obecności drugiego człowieka.
Nie zawsze przyniesie to ulgę. Niektóre osoby mogą odczuwać większy niepokój, kiedy kierują uwagę na ciało, dlatego sposób praktykowania uważności należy dostosować do własnych potrzeb, a w razie trudności skorzystać ze wsparcia odpowiednio przygotowanego specjalisty.
Najważniejsze jest to, że uważność nie musi być kolejną techniką, którą stosujemy po to, żeby zmusić ból do ustąpienia. Może być sposobem na to, żeby nie dokładać sobie kolejnej warstwy napięcia, kiedy ból już jest obecny.
Możemy nauczyć się zauważać objawy, nie pozwalając, żeby każda chwila została przez nie całkowicie zdominowana.
„Nie próbuj wydobrzeć”. Paradoks rezygnacji z ciągłej walki
Szczególnie interesująca wydaje mi się myśl, że czasami im mocniej próbujemy wymusić poprawę, tym trudniej jest nam odpocząć.
Wyobraźmy sobie sytuację, w której kładziemy się do łóżka i czujemy ból. Bardzo chcemy zasnąć, ponieważ wiemy, że brak snu pogorszy nasze samopoczucie. Zaczynamy więc sprawdzać, czy już się rozluźniliśmy, czy ból jest słabszy, czy oddech jest spokojny i czy za chwilę uda nam się zasnąć.
Mijają kolejne minuty, a my coraz bardziej koncentrujemy się na tym, że nadal nie śpimy.
Pojawia się frustracja, bo przecież robimy wszystko, co powinniśmy. Próbujemy się rozluźnić, uspokoić myśli i przestać skupiać się na bólu, a jednocześnie nieustannie kontrolujemy, czy te próby przynoszą rezultat.
W ten sposób odpoczynek staje się kolejnym zadaniem do wykonania...
Czasami pomocne może być odpuszczenie tego wymagania. Nie w znaczeniu rezygnacji z leczenia czy świadomego ignorowania objawów, ale w znaczeniu przyzwolenia sobie na to, że nie musimy natychmiast doprowadzić do określonego stanu.
Można pomyśleć: nie muszę teraz wyzdrowieć, nie muszę w tej chwili usunąć całego napięcia, nie muszę za wszelką cenę zasnąć w ciągu kilku minut. Mogę po prostu odpoczywać na tyle, na ile jest to możliwe w tej chwili.
Dla niektórych osób taka zmiana podejścia przynosi ulgę, ponieważ zmniejsza presję i przerywa ciągłe sprawdzanie efektów. Dla innych nie będzie miała większego znaczenia, a jeszcze inne osoby będą potrzebowały dodatkowego wsparcia w radzeniu sobie z lękiem i bezsennością.
Nie ma w tym niczego, co powinno stać się kolejnym obowiązkiem. Nie musimy osiągać stanu akceptacji bólu, gdyz tego się nie da... Nie musimy potrafić spokojnie reagować na każdy napad ani udowadniać sobie, że jesteśmy wystarczająco uważni.
Czasami możemy najzwyczajniej w świecie być zmęczeni, źli, rozczarowani i mieć zwyczajnie dość, bo to również jest część życia z chorobą.
Regularność i cierpliwość, ale bez kolejnego rygoru
Jeżeli coś nam pomaga, warto dać temu szansę i sprawdzić, czy w dłuższej perspektywie rzeczywiście wspiera nasze funkcjonowanie.
Niektóre metody wymagają regularności, zanim zauważymy ich wpływ na samopoczucie, poziom napięcia czy sposób reagowania na trudne doświadczenia. W przypadku terapii psychologicznej zmiany mogą następować stopniowo, a postępy nie zawsze są równomierne.
Nie oznacza to jednak, że każda metoda będzie skuteczna, jeśli tylko będziemy wystarczająco cierpliwi.
Jeżeli dana forma aktywności nasila objawy, wywołuje niepokój lub nie przynosi oczekiwanych korzyści, warto ponownie ocenić, czy jest dla nas odpowiednia. W przypadku neuralgii trójdzielnej i neuropatii nerwu trójdzielnego szczególnie ważne jest, aby nie zmuszać się do działań, które wywołują silny ból, w nadziei, że w ten sposób przyzwyczaimy układ nerwowy do bodźców.
Stopniowe odzyskiwanie aktywności może być pomocne w niektórych sytuacjach, ale powinno uwzględniać charakter choroby, indywidualne ograniczenia i zalecenia specjalistów.
Regularność oznacza powracanie do tego, co nam służy, kiedy mamy na to przestrzeń i możliwości. Możemy mieć lepszy dzień i wykorzystać go na spacer, spotkanie czy ulubioną aktywność, a następnego dnia potrzebować więcej odpoczynku. Możemy przez jakiś czas regularnie praktykować uważność, a potem zauważyć, że w obecnej sytuacji bardziej pomaga nam inny sposób radzenia sobie z bólem.
Nie musimy interpretować takich zmian jako porażki. W życiu z przewlekłym bólem elastyczność bywa równie ważna jak konsekwencja.
Nie pozwólmy, żeby choroba stała się całym naszym życiem
Przewlekły ból potrafi zająć bardzo dużo miejsca. Zmienia plany, wpływa na relacje, ogranicza aktywność, a czasami sprawia, że nawet najprostsze czynności wymagają wcześniejszego zastanowienia się, czy będziemy w stanie je wykonać.
Nie możemy po prostu zdecydować, że przestaniemy o nim myśleć, ponieważ jego obecność często sama narzuca się naszej uwadze. Nie możemy również oczekiwać od siebie, że będziemy funkcjonować tak jak przed chorobą, jeśli nasze możliwości rzeczywiście się zmieniły.
Możemy jednak próbować pozostawiać w swoim życiu miejsce na rzeczy, które nie są związane z leczeniem ani analizowaniem objawów. Na rozmowy, które nie dotyczą zdrowia. Na spotkania z bliskimi, nawet jeśli nie zawsze możemy w nich uczestniczyć tak, jak byśmy chcieli. Na książki, filmy, muzykę, zainteresowania i małe przyjemności, które nie muszą mieć żadnego wpływu na nasz stan zdrowia, żeby nadal miały znaczenie.
Warto również pamiętać, że podtrzymywanie relacji nie zawsze oznacza wychodzenie z domu czy aktywne uczestniczenie w życiu towarzyskim. Czasami będzie to krótka rozmowa telefoniczna, wiadomość wysłana do przyjaciela albo wspólne milczenie z kimś, przy kim nie musimy udawać, że wszystko jest w porządku.
Ból może być częścią naszej codzienności, ale nie musi odbierać nam możliwości czerpania radości z innych obszarów życia. Możemy nadal być osobami, które mają swoje zainteresowania, poczucie humoru, marzenia, relacje i potrzeby, nawet jeśli choroba wymaga od nas wielu kompromisów.
Życie z bólem nie musi oznaczać życia wyłącznie bólem.
Nie zawsze będziemy mieli siłę, żeby się realizować, i nie każdy dzień przyniesie nam taką możliwość. Nie powinniśmy też obwiniać się za to, że w okresach zaostrzenia objawów choroba ponownie wysuwa się na pierwszy plan. Ważne jest raczej to, żeby nie uznawać, że dopiero całkowite ustąpienie bólu da nam prawo do zainteresowania się czymkolwiek innym.
Czego nie powinniśmy wyciągać z tej historii?
Kiedy mówimy o uważności, stresie i sensytyzacji ośrodkowej, bardzo łatwo niechcący przejść od wartościowej refleksji do uproszczenia, że człowiek może zmniejszyć swój ból, jeśli tylko nauczy się odpowiednio reagować.
Takie podejście nie uwzględnia złożoności przewlekłego bólu i może dodatkowo obciążać osoby, które od lat szukają skutecznego leczenia.
Dlatego chciałabym podkreślić kilka kwestii.
Po pierwsze, ból nie jest winą osoby, która go doświadcza. Nie wywołujemy go celowo przez stres, lęk, niewłaściwe myślenie czy nadmierne skupienie na objawach. Czynniki psychologiczne mogą wpływać na jego nasilenie i sposób przeżywania, ale nie oznacza to, że odpowiadają za wszystkie mechanizmy choroby.
Po drugie, akceptacja nie oznacza rezygnacji z leczenia, ani poddania się bólowi. Możemy przestać wymagać od siebie natychmiastowej poprawy, a jednocześnie nadal szukać odpowiedniej diagnostyki, konsultować dostępne metody terapii i korzystać z pomocy specjalistów.
Po trzecie, sensytyzacja ośrodkowa nie jest uniwersalnym wyjaśnieniem przewlekłego bólu. Może uczestniczyć w niektórych zespołach bólowych, ale nie każda osoba z bólem twarzy ma ten sam mechanizm choroby. Szczególnie w neuralgii trójdzielnej i bolesnej neuropatii nerwu trójdzielnego konieczne jest uwzględnienie specyfiki rozpoznania, możliwego uszkodzenia nerwu i innych mechanizmów odpowiedzialnych za objawy.
Po czwarte, metody psychologiczne nie muszą usuwać bólu, żeby miały wartość. Jeżeli dzięki terapii poznawczo-behawioralnej, uważności czy innym formom wsparcia łatwiej nam radzić sobie z lękiem, odzyskiwać aktywność i funkcjonować w codziennym życiu, jest to istotna korzyść, nawet jeśli ból nie znika.
I wreszcie, nie powinniśmy zamieniać akceptacji w kolejny obowiązek. Nie musimy być spokojni, cierpliwi i uważni przez cały czas. Mamy prawo do trudnych emocji, złości, zmęczenia i chwil, w których zwyczajnie nie potrafimy pogodzić się z tym, co nas spotkało.
Życie z chorobą nie jest egzaminem z odporności psychicznej
Wracając do doktora Fleischmana, myślę, że jego historia jest ciekawa właśnie dlatego, że początkowo tak bardzo koncentruje się na tym, czego Joel nie ma i czego został pozbawiony. Nie chce być w Cicely, nie chce pracować w takich warunkach, nie chce żyć w miejscu, którego nie wybrał, a jego wyobrażenie o szczęściu jest mocno związane z powrotem do świata, który zna i który uważa za właściwy dla siebie.
Z czasem jego relacja z Alaską staje się bardziej złożona. Miejsce, które początkowo było wyłącznie symbolem straty i przymusu, zaczyna być również przestrzenią doświadczeń, relacji i zmian, których wcześniej nie potrafił sobie wyobrazić.
Oczywiście nie wygląda to tak, że nagle wszystko staje się idealne, a Joel przestaje mieć powody do frustracji. Zmienia się jednak sposób, w jaki funkcjonuje w swojej rzeczywistości.
I może właśnie na tym polega jedna z ważniejszych lekcji, które możemy odnieść do życia z przewlekłym bólem...
Nie zawsze możemy wybrać okoliczności, w których się znaleźliśmy. Nie możemy zagwarantować sobie, że choroba ustąpi w określonym czasie, że leczenie przyniesie oczekiwany rezultat albo że odzyskamy wszystkie możliwości, które mieliśmy przed jej pojawieniem się.
Możemy jednak szukać sposobów, żeby nie poświęcać całej swojej energii na walkę z tym, czego w danej chwili nie potrafimy zmienić. Możemy leczyć się i jednocześnie odpoczywać, dodatkowo szukać odpowiedzi i przyznawać, że nie na wszystkie pytania je znamy. Możemy pracować nad sposobem reagowania na ból, nie obwiniając się za to, że nadal go odczuwamy. Możemy próbować budować codzienność, która uwzględnia nasze ograniczenia, ale nie jest nimi całkowicie zdefiniowana.
Czasami będzie to oznaczało większą aktywność, a czasami zgodę na to, że dziś możemy zrobić mniej. Niekiedy uda nam się zająć czymś innym i przez chwilę zapomnieć o chorobie, a innym razem ból będzie tak intensywny, że trudno będzie nam skupić się na czymkolwiek poza nim.
Obie te sytuacje mieszczą się w doświadczeniu życia z przewlekłym bólem.
©Tekst autorski. Proszę nie kopiować bez oznaczenia źródła
Źródła
- International Association for the Study of Pain (IASP), Terminology: pain, sensitization and central sensitization.
- Ashina S. i wsp., Trigeminal neuralgia, Nature Reviews Disease Primers, 2024.
- Benoliel R., Eliav E., Pathological Mechanisms and Therapeutic Targets for Trigeminal Neuropathic Pain, Oral and Maxillofacial Surgery Clinics of North America, 2016.
- Post-Traumatic Trigeminal Neuropathy: Neurobiology and Pathophysiology, 2024.
- Northern Exposure: informacje o serialu i historii doktora Joela Fleischmana.
Natalia — od 2014 roku żyję z bólem nerwu trójdzielnego. Piszę prostym językiem, opierając się na rzetelnych źródłach i własnym doświadczeniu. Poznaj moją historię →
Powiązane artykuły

PTNP — przewlekły ból neuropatyczny twarzy i jamy ustnej
PTNP to przewlekły ból neuropatyczny twarzy i jamy ustnej, który powstaje w wyniku uszkodzenia nerwu trójdzielnego. Nerw ten odpowiada za czucie w twarzy (…

Neuroplastyczność i pogoda — refleksje o życiu z bólem
U mnie znowu cisza w eterze... nie wiem, czy też tak macie (choć podejrzewam, że tak, ponieważ dane pokazują, że na pogodę najsilniej reagujemy), ale mój n…

Neuroplastyczność — mózg potrafi się zmieniać
Jeszcze kilkanaście lat temu sądzono, że mózg dorosłego człowieka jest strukturą w dużej mierze „zakończoną” – raz ukształtowaną i stosunkowo niezmienną. D…
Najczęstsze pytania (FAQ)
Czym jest neuralgia nerwu trójdzielnego?
Neuralgia nerwu trójdzielnego to przewlekły zespół bólowy twarzy. Objawia się napadami nagłego, bardzo silnego, zwykle jednostronnego bólu — często opisywanego jak porażenie prądem; pojedynczy napad trwa od kilku sekund do około dwóch minut.
Czym różni się neuralgia od neuropatii?
W uproszczeniu: neuralgia to przede wszystkim napadowy ból wzdłuż nerwu, zwykle bez utraty czucia, a neuropatia to uszkodzenie nerwu, które częściej daje ból stały oraz drętwienie i ubytek czucia.
Czy zwykłe leki przeciwbólowe pomagają w bólu neuropatycznym?
Zazwyczaj nie. Ból neuropatyczny słabo reaguje na paracetamol czy leki przeciwzapalne; stosuje się leki działające na nerwy, na przykład przeciwpadaczkowe, jak karbamazepina.
Co to jest dziennik bólu i po co go prowadzić?
To zapis napadów bólu: kiedy się pojawiają, co je wywołuje, jak długo trwają i jakie leki przyjmujesz. Bardzo pomaga lekarzowi w postawieniu diagnozy i dobraniu leczenia.
Czy neuralgia nerwu trójdzielnego jest wyleczalna?
U wielu osób ból można skutecznie kontrolować lekami lub zabiegami, a mikrodekompresja daje u kwalifikujących się pacjentów najtrwalszy efekt. Przebieg bywa różny — z okresami remisji i nawrotami; decyzje podejmuje się z lekarzem.
Notuj napady, wyzwalacze i leki — i pokaż lekarzowi gotowy, czytelny obraz swojej choroby.